środa, 24 lutego 2016

Mrok czai się w każdym z nas

Eksperymentów ciąg dalszy^^




Czy wiesz jak to jest, gdy stoisz przed lustrem i dociera do ciebie, że nic nie jest ważne, a ty nie jesteś nic wart? Nic w życiu nie osiągnąłeś. Mimo że posiadasz dookoła grupę ludzi  to tak naprawdę czujesz się samotny jak nigdy? Stojąc w ich tłumie, odczuwasz wielką ochotę aby paść na kolana i zapłakać. Nie masz nic. Zero ambicji na postawienie kroku w przyszłość. Czujesz się w ogóle nie potrzebny oraz samotny. Twój niemy krzyk nie jest słyszalny, a ty nie masz odwagi by komuś o tym opowiedzieć. Nie chcesz martwić rodziny, obarczać ciężarem znajomych. Wszyscy patrzą na twoją maskę i myślą, że jest dobrze. Udajesz, że jesteś twardy i najwyraźniej dobrze ci to wychodzi.
Nikt nie wie, że jak nastaje noc, ty płaczesz, wyjesz w agonii. Jesteś na dnie z którego nie potrafisz się wydostać. Rozglądasz się dookoła, ale mimo że teoretycznie nie jesteś sam to jednak nie możesz liczyć na pomoc. Nie masz kogo się złapać. Dlaczego? Bo nikt tak naprawdę nie widzi twojego bólu. Jesteś tak genialnym aktorem czy może łatwiej im nie widzieć, że rozpacz pożera cię od środka?
Ciągle dręczą cię pytania bez odpowiedzi. Chcesz umrzeć, ale to też takie trudne. Nie potrafisz sam zakończyć swojej bezsensownej egzystencji. Martwisz się, że może coś pójść nie tak. Co jeśli przeżyjesz i będziesz musiał się zmierzyć ze światem? Nie masz złudzeń, że pochwali twoją próbę. Łzy, lament, a może i depresja matki nie jest czymś co chcesz oglądać. Gdyby wszystko się zakończyło szybko to żywisz nadzieję, że jakoś by się podniosła. Jednak to strach przed niepowodzeniem trzyma cię twojego marnego życia. Zabawne, że żyjesz tylko dlatego by nie zniszczyć kogoś innego. To, że ty jesteś wrakiem nie jest istotne. Codziennie wstajesz z łóżka, rozmawiasz, funkcjonujesz, ale od dawna jesteś w środku martwy, pusty. Nic cię nie cieszy, nie widzisz w niczym sensu. Twoje oczy coraz tęskniej spoglądają za okno, podczas gdy zastanawiasz się czy z takiej wysokości da się przeżyć? Powodów do śmierci masz aż nadto. Do życia? Żadnego. Jednak nadal jesteś. Nie mogąc sobie poradzić szukasz i błagasz o jakiś ratunek. Jeden jedyny powód by dalej istnieć.
Beznadzieja oplata cię czule swoimi ramionami, nie opuszczając na krok wciąż szepcząc, że tu nie pasujesz. Nie musisz jej słuchać by wiedzieć, że ma rację, a ty trafiłeś tu przez pomyłkę, Za karę. Czasem leżąc na łóżku przeglądasz swoje dotychczasowe życie zastanawiając się czy było coś co byłoby tym radosnym wspomnieniem które utrzyma cię na powierzchni. Nie pozwoli utonąć. Ale nie, nie znajdujesz.  Nie było nic, ale nie dlatego, że miałeś w życiu źle. Nie. Posiadasz kochających rodziców, rodzeństwo. Nigdy się nie przelewało, ale to dobry dom. Doskonale zdajesz sobie sprawę, że inni mają gorzej. Słyszysz o tych wszystkich patologiach i dochodzisz do wniosku, że ty nie powinieneś narzekać, bo w stosunku do nich miałeś jak w niebie. Niczym u Pana Boga za piecem. Co poszło nie tak, że jesteś tu, pogrążony w mroku? Nie wiesz, ale tak z dnia na dzień łudzisz się, że kiedyś ktoś, coś, rozwiąże twój problem. Zakończy tę chorą wegetację. Czekasz.